piątek, 4 lutego 2011

bierzemy głęboki wdeeeeeeeeeech i... no właśnie ja to nie wiem co dalej. nie ogarniam swojego życia do końca. a chyba muszę zacząć. przerażają mnie ostatnio moje sny. one są w pewien sposób chore. i nielogiczne, bardzo. przynajmniej jak dla mnie nie ma to najmniejszego sensu. po prostu nie i już. są wprost nierealne, wiem to. i to nie chodzi tylko o te zapewnienia. z drugiej strony ten sen trochę pomógł mi docenić coś co mam, co jest cholernie cenne i za nic w świecie nie chcę tego stacić i będę się starała jak mogła żeby pozostało jak jest, przysięgam. przemyślałam też kilka rzeczy jak tak sobie dziś przypomniałam. i naprawdę NIGDY WIĘCEJ takich głupot. niezależnie od sytuacji, miejsca, czasu, a nawet osoby. po prostu nigdy i już. ludzie dorastają i się zmieniają. mnie też się to dotyczy z tego co widzę. chociaż do niektórych rzeczy z chęcią bym powróciła. nie da rady, więc będę żyć tylko i wyłącznie teraźniejszością.
ogólnie dzisiejszy dzień mogę zaliczyć do jednych z bardziej udanych dni<3 pomijając jedną rzecz mianowicie stanie na przystanku godzinę podczas, gdy padał grad. od czego jestem teraz bardziej chora. fuck, przecież nie mogę się rozchorować. nie teraz! przecież muszę czuć się idealnie. na jutro. na niedzielę. naprawdę nie mogę być chora. więc pewnie zaraz idę wziąć leki znowu i położę się wcześniej do łóżeczka, może jak trochę odpocznę to odrobinę chociaż się polepszy.
nie zrobiła nam dzisiaj kartkówki z biologii  *_* za to wstawiła nam spóźnienia, ponieważ weszłyśmy do klasy ZA nią a nie PRZED nią. kto nie lubi takich nauczycielek? no ale. olać to. za to 'łyżwy' kocham. ola znalazła sobie mężczyznę swojego życia = barniego. każda dziewczyna chciałaby mieć chłopaka o takich odruchach jak on, no mówię wam! szczyt marzeń, ahahahah. z tego co pamiętam był tam jakiś kuba 'zdziechu' XD a reszta to nie wiem. ale chcialabym ich spotkać jeszcze kiedyś, bez kitu! takie dupcie.. : o po szkole co się działo, konkretniej chodzi mi o przystanek to po prostu bez komentarza, bo to jest przerażająco żałosne i nienawidzę tych kilkudziesięciu minut po prostu. im zawdzęczam to, że terazm mam straszny katar, który musi mi przejść do jutra. później przyjechał Loczek, o :) trzy tygodnie są jak trzy tygodnie, hahaha. dostałam prezent już na urodziny, łuhuhuuu : o milusio, nie trzeba tego opisywać.
 teraz? właśnie siedzę sobie na gg, słucham jakiejś dziwnej muzyki i myślę o jutrzejszym dniu. oby się udał. oby. oby. oby. oby. trzymam kciuki. bliźniak wysyła mi filmiki z nawiedzenia, a ola z adą pomagają mi wybrać ubrania. w sumie to ja nie mam żadnych ładnych ubrań i moja szafa świeci pustkami :c może jutro pojadę na miasto jeszcze. ale pewnie i tak nic nie znajdę, grr.  ale coś tam się wymyśli. przed chwilą były przez k i l k a m i n u t Kamila z Olcią, oooba. tylko, że sobie zaraz poszły, ale trzeba było, więc. a ja się teraz cieszę, cieszę, cieszę. peace! :*
pytania =
formspring 


a tu znalazłam jakieś zdjęcia z początku roku, z września. o ile się nie myję to urodziny joanny.
 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz