DZIEŃ CZWARTY
rano się zebrałyśmy i wyjechałyśmy z gór. szkodaaaaaaa, bo teraz przez długi czas nie będziemy już widzieć takich pięknych miejsc, wrr. no ale przyjechałyśmy do Krakowa. sporo stałyśmy w korkach, później nie mogłyśmy jeszcze znaleźć naszego hostelu. nakręciłyśmy sprawę dla reportera. doszłyśmy do reszty i poszliśmy wszyscy do pizzeri. zobaczyłam się z Loczkiem, aaa! krótko niestety, ale dobrze, że przynajmniej tyle nam się udało. jak się pożegnałam to poszłam do domu. tam się trochę ogarnęło i prawie skończyłam czytać książkę, hiehie. po pewnym czasie przyszli xxxxxxxxxxxx. tak sobie posiedzieliśmy i w sumie to było miło. muszę przyznać, że miały rację. a ja jednak nie do końca, bo trochę się w tym myliłam. ale to chyba nie dziwne. kolejny dzień c e n s u r e d. niektóre rzeczy mnie rozwaliły, padłam ze śmiechu. karmionamotylami/nietoperzami. pod koniec zrobiłyśmy sobie jakieś zdjęcia. no i tyle. a przed chwilą jeszcze była kłótnia : o
DZIEŃ PIĄTY
nasz ostatni dzień. masakra po prostu jak mnie ogarnia myśl, że teraz będzie już to co zawsze. no ale tak, rano musiałyśmy się już zacząć zbierać. spakowałyśmy się i wyjechałyśmy. w sumie trochę błądziłyśmy po KRK, ale to wina nawigacji, która zmarzła i przestala odróżniać stronę lewą od prawej, ahahah. w końcu dojechałyśmy na wawel i tam zwiedzałyśmy troszkę. nie wiedziałysmy gdzie dalej jechać i zadzwoniłysmy po kogoś. pojechaliśmy wszyscy w sumie to nie wiem gdzie, ale z tego co pamiętam to był Mały Rynek. pochodziliśmy sobie tam, byliśmy w KFC, coś kupiłyśmy, byliśmy w Kościele Mariackim i tam zrobiliśmy dobry uczynek. na koniec jak chcieliśmy jechać na zakupy to mieliśmy niemiłą niespodziankę. ale jakoś daliśmy radę. tylko szkoda, że doszedł do tego mandat. wrr, frajery i tyle, ja mówiłam, ahahaha. więc przeszliśmy się tylko znowu niedaleko wawelu. nad wisłą. i było pięknie, tyle wam powiem! ogólnie to jestem strasznie zadowolona. i dumna! aghrr. i nawet mi się smutno zrobiło później. i też się cieszę. z tego samego. ale ogólnie podsumowując cały wyjazd, było wspaniale. naprawdę, jednak bardzo się cieszę, że pojechałam. w drodze powrotnej miałam prześwietny humor. i ogólnie nie wyrabiałam ze śmiechu. koszmar po prostu, nikt nigdy się nie domyśli co takiego mogło tam się dziać. ahahaha, nie można tego opisać, no niestety. zachowamy wszystko dla siebie co się działo w przeciągu tych pięciu dni tak naprawdę. a ja tylko mam nadzieję, że wszystko co zaplanowałysmy się spełni, bo jestem pewna, że wszystko może się udać. nie jest to przecież nierealne. aaaaaaah! tak na zakończenie wam tylko powiem, że tego wyjazdu raczej nigdy nie zapomnę.
| droga powrotna |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz