czwartek, 24 lutego 2011

wrr. chciałam wstawić zdjęcie, jedyne jakie mam z zakroczymia, z tamtego roku z podchodów. skończyło się na tym, że nie mogę wyjąć karty z laptopa =.= muszę się pakować, ale nie mam w co. i muszę się ogarnąć. nic mi sie nie chce, aaaaaaa. dajcie mi jeszcze conajmniej tydzień ferii.. pociesza mnie to, że znalazłam coś czego szukałam od bardzo dawna. tylko niech się mama zgodzi i będzie moje, aghrr<3 usunęłam chyba folder z nowymi zdjęciami ;c jeśli nie mam nigdzie kopii, których będę szkuać po powrocie to się zabiję. bo takich sposobem nie mam co dodawać. zmieniam tego bloga w coś zupełnie innego. a do takich rzeczy starczy photoblog.
także prawdopodobnie ostatnia notka w takim stylu. 
nienawidzę pisać notek klawiaturą ekranową. nawet nie powiem ile męczyłam się z tą.


a tak mi się przypomniało.. klik


a za kilka minut wyruszamy z adką <3
i się wszyscy w końcu spotkamy.





9630248517 lat ma.
 
no to dodaję tu coś na szybko. nie mam czasu, zaraz jadę do domu, na zakupy i lecę się pakować. aghrrr! miło będzie wszystkich tam zobaczyć znowu<3




nie mam tu co dodawać.



wtorek, 22 lutego 2011

niedługo dodam zdjęcia, które wprost ubóstwiam. wiem, że będzie takich więcej. wiem też, że będą one bardzo żadko, 1-3 do roku.. po powrocie czuję się fatalnie, bo cały czas w głowie mam jedną myśl, że niedługo muszę wrócić do rzeczywistości takiej jaka była kilka dni temu. nie chcę tego. i staram się jak mogę żeby było tak, jak wymyśliłam wczoraj. zaraz ogarniam wszystko z wyjazdu i od nowa się pakuję i jadę do babci. muszę jeszcze zrobić pranie i przyszykować rzeczy na wyjazd w czwartek. w sumie to już się stęskniłam i nie mogę się doczekać a odwiedzą mnie tam być może jedne z najwazniejszych osób w moim zyciu ♥ kończę z takimi notkami jakie dodawałam ostatnio. zero. nawet nie opiszę szczegółowo tego. 
a teraz czas na ogarnięcie całego życia, pod każdym względem. zmiany. 



 a se pytajcie, bo nie mam co robic. 


* kilka osób narzekało, że mało widać, bo za małe są zdjęcia. więc poraz kolejny powtarzam, że wtedy bardzo pomaga opcja 'OTWÓRZ W NOWYM OKNIE'
DZIEŃ CZWARTY
rano się zebrałyśmy i wyjechałyśmy z gór. szkodaaaaaaa, bo teraz przez długi czas nie będziemy już widzieć takich pięknych miejsc, wrr. no ale przyjechałyśmy do Krakowa. sporo stałyśmy w korkach, później nie mogłyśmy jeszcze znaleźć naszego hostelu. nakręciłyśmy sprawę dla reportera. doszłyśmy do reszty i poszliśmy wszyscy do pizzeri. zobaczyłam się z Loczkiem, aaa! krótko niestety, ale dobrze, że przynajmniej tyle nam się udało. jak się pożegnałam to poszłam do domu. tam się trochę ogarnęło i prawie skończyłam czytać książkę, hiehie. po pewnym czasie przyszli xxxxxxxxxxxx. tak sobie posiedzieliśmy i w sumie to było miło. muszę przyznać, że miały rację. a ja jednak nie do końca, bo trochę się w tym myliłam. ale to chyba nie dziwne. kolejny dzień c e n s u r e d. niektóre rzeczy mnie rozwaliły, padłam ze śmiechu. karmionamotylami/nietoperzami.  pod koniec zrobiłyśmy sobie jakieś zdjęcia. no i tyle. a przed chwilą jeszcze była kłótnia : o





DZIEŃ PIĄTY
nasz ostatni dzień. masakra po prostu jak mnie ogarnia myśl, że teraz będzie już to co zawsze. no ale tak, rano musiałyśmy się już zacząć zbierać. spakowałyśmy się i wyjechałyśmy. w sumie trochę błądziłyśmy po KRK, ale to wina nawigacji, która zmarzła i przestala odróżniać stronę lewą od prawej, ahahah.  w końcu dojechałyśmy na wawel i tam zwiedzałyśmy troszkę. nie wiedziałysmy gdzie dalej jechać i zadzwoniłysmy po kogoś. pojechaliśmy wszyscy w sumie to nie wiem gdzie, ale z tego co pamiętam to był Mały Rynek. pochodziliśmy sobie tam, byliśmy w KFC, coś kupiłyśmy, byliśmy w Kościele Mariackim i tam zrobiliśmy dobry uczynek. na koniec jak chcieliśmy jechać na zakupy to mieliśmy niemiłą niespodziankę. ale jakoś daliśmy radę. tylko szkoda, że doszedł do tego mandat. wrr, frajery i tyle, ja mówiłam, ahahaha. więc przeszliśmy się tylko znowu niedaleko wawelu. nad wisłą. i było pięknie, tyle wam powiem! ogólnie to jestem strasznie zadowolona. i dumna! aghrr. i nawet mi się smutno zrobiło później. i też się cieszę. z tego samego. ale ogólnie podsumowując cały wyjazd, było wspaniale. naprawdę, jednak bardzo się cieszę, że pojechałam. w drodze powrotnej miałam prześwietny humor. i ogólnie nie wyrabiałam ze śmiechu. koszmar po prostu, nikt nigdy się nie domyśli co takiego mogło tam się dziać. ahahaha, nie można tego opisać, no niestety. zachowamy wszystko dla siebie co się działo w przeciągu tych pięciu dni tak naprawdę. a ja tylko mam nadzieję, że wszystko co zaplanowałysmy się spełni, bo jestem pewna, że wszystko może się udać. nie jest to przecież nierealne. aaaaaaah! tak na zakończenie wam tylko powiem, że tego wyjazdu raczej nigdy nie zapomnę.



droga powrotna


niedziela, 20 lutego 2011

znalazłam czas, żeby napisać notkę. poraz drugi, bo dziś już jedną usunęłam, a była bardzo długa, wrr. pisane jest tak a nie inaczej, bo pisałam to w te dni które są opisywane, nie przed chwilą.

DZIEŃ PIERWSZY.
wyjechałyśmy w nocy. spałam niecałe dwie godziny, w sumie to niedługo przed wyjazdem doowiedziałam się, że jadę. ale serio nie mogłam się doczekać, bo wiedziałam, że wyjazd tu = prawdziwy odpoczynek. wiązały się z tym też pewne minusy jak brak zasięgu i internetu. ale jakoś daję radę. zasięg mamy w jednym miejscu, przy oknie XD ale ważne, że jest w ogóle gdzie kolwiek. po podróży odpoczęłyśmy trochę w pokoju. olka włączyła film, który niby lubię, ale jakoś mnie usypia, więc przespałam połowę. mimo to obejrzałam mój ulubiony moment *_* później poszłyśmy się rozejrzeć troszkę jak tu jest zimą, stok i to wszystko. okazało się, że sporo ludzi jest co dziwne : o wieczorem zwyczajnie, kilka zdjęć zrobiłyśmy. rozwaliła mnie dziś jedna rzecz, ahahahah. i dzięki temu wiem, że olka + 'tiger' = katastrofa. 






DZIEŃ DRUGI.
 za póxno wstałyśmy. spóźniłyśmy się na śniadanie. ale postanowiłyśmy sobie, że pojedziemy na krupówki. aghrr, jak ja to lubię<3 miałyśmy jeszcze na łysą polanę, ale wyszło inaczej. niestety. na krupówkach chodziłyśmy sobie, na początku spokojnie po sklepach. ale znalazłam h&m i zaczął się szał! spędziołyśmy tam masę czasu. ja w końcu chodziłam sama i biegała po całym sklepie jak głupia. ale cóż. zakupy to jest to<3 wydaje mi się, że jestem zakupoholiczką, hiehie. bardzo prawdopodobne. a jeśli nie to z pewnością będę w przyszłości. po tym wszystkim zgłodniałam i poszłyśmy coś zjeść, w KFC były tłumy ludzi i poczekałyśmy sobie na stolik troszkę. miałyśmy iść do kina 5D, ale zostało mało czasu i trzeba było na obiad/kolację jechać. po drodze weszłyśmy jeszcze do kilku sklepików. jeden z nich był przerażający, naprrrrawdę. więc ja tam długo nie wytrzymałam. tym bardziej, że dobijała mnie świadomość, że nic nie kupię, bo wydałam całą kasę, którą miałam przy sobie. wieczorem nagrywałyśmy filmiki. jeden z nich, można powiedzieć, że najlepszy, to podróbka teledysku. wielbię to i po prostu nie wyrabiałam jak go nakręcałyśmy, ahahahahah. nie można go nigdzie wstawić i raczej pokazywać, ponieważ powinien on zawierać cenzurę w 1/4 swojej wartości. a za to podziękujemy. jutro na narty, w końcu!


krupówki.

wywiad z gwiazdą, po teledysku XD

i czemu ja nie mogłam tak wyjść z domu? : o ahahaha



DZIEŃ TRZECI.
to chyba jest moj ulubiony dzień. po śniadaniu zdecydowałyśmy się pojechać do jurgowa<3 ajajaj! przypomniały się stare czasy, nasze obozy.. wszystko co się tam działo. nawet widziałam nasz domek w którym mieszkałyśmy. ogólnie dopiero dziś poczułam, że jestem w górach, tak na serio! cudowne uczucie. czegoś takiego potrzebowałam, nooooo. powspinałam się trochę na różne skalki:D i zrobiłyśmy zdjęcia, przesypatyczne jak dla mnie. siedziałyśmy troszeczkę nad białką, aghrr. przepiękne tam są widoki! dzisiaj ogólnie miałyśmy przekwaterowanie, przeszłyśmy kilka domków dalej. oba bardzo przytulne w sumie były. ale w tym kocham jedno, marzę, aby mieć coś takiego w pokoju! po powrocie zaraz musiałyśmy się przebierać i na narty! luuuuubię to. mimo, że nie umiem zbytnio jeździć i zbyt wiele razy nie byłam. ale jednak. mnie się podoba i tak. szkoda, że tylko 3 razy na wyciągu. w tym jeden = no comment, ahahahah. miałyśmy iść jeszcze wieczorem, ale jakoś nie wyszło. nienawidzę jeden rzeczy. mianowicie tego wchodzenia w tych butach tyle. za to stroje narcirskie miałyśmy, trzeba przyznać, cudne. paróweczki, tiririri. chwilowe hrd było. wieczorem sobie poszłam sama na stok i muszę przyznać, nawet tylko dla tego widoku warto jechać w góry. coś wspaniałego. i byłam świadkiem pewnej afery, której powód mnie rozwala : o ludzie i ich problemy.. w tym pokoju to nie ma kompletnie zasięgu. ale okazało się, że jest internet! olka się dorwała i już prawie nie kontaktuje. ja sobie przed chwilą tanczyłam mój taniec brzucha, aghrr. afrykańska muzyka ever. i dajcie mi dłuższe ferie, proszę!

ja SKACZE a nie SPADAM





buhahahahahaha:D




DZIEŃ CZWARTY.
dziś, będzie później jeszcze.
i jak na razie to tyle o wyjeździe.

sobota, 19 lutego 2011

czwartek, 17 lutego 2011

dzisiejszy dzień jest tak cudowny, że wprost nie do opisania. kocham takie dni i wielbię taki humor. lubię się śmiać z niewiadomo czego. i racja- spontan działa najlepiej, ever  :) nie miałam żadnych konkretnych planów a jednak rano przyszła Tina i zrobiłyśmy 'szybkie zdjęcia' które bardzo, ale to bardzo polubiłam :o ogólnie milusio, później pewnie wstawię kilka, jak zgram. teraz niestety nie mam na to czasu. później przyjechała CAŁA sparta, aghrrr ♥ w końcu byliśmy wszyscy razem, dawno tak nie było, więc niezwykle przyjemnie. nie mialam jednak przyjemności posiedzieć długo, około dwóch godzin, ale lepsze to niż nic. mimo wszystko nie mogę się nacieszyć jakoś, miło barrrrdzo. po południu pojechałam do warszawy, do kinoteki gdzie zabrałam sobie natalcię :* miałyśmy ić na kolejną komedię romantyczną, ale trochę się spóźniłyśmy na nią, więc wybrałyśmy inny film na późniejszą godziną. i jak się potem okazało bardzo dobrze zrobiłyśmy. film, chociaż może była to trochę głupawa polska komedia, to aż dziwne, ale spodoał mi się i poprawił humor. JAK POZBYĆ SIĘ CELULITU. oj tak, uwielbiam to. polecam każdemu, seriooo XD teksty z filmu wymiatają, ahahaha. nie spotkałam się z patrykiem, trochę niefajnie wyszło, no ale cóż. 7 dni do zakroczymia, więc nie jest tragicznie. na koniec był makdonald, hyhyhy. i słuchanie muzyki w samochodzie oraz śpiewanie na cały głos, ofc. tak na szybko to by było na tyle, teraz się pakuję, bo niedawno okazało się, że wyjeżdżam na kilka dni z Olą w góry i do Krakowa :) także muszę się szybko zbierać. w sumie to fajnie, bo nie miałam żadnych takich wyjazdów zaplanowanych na ferie. więc podsumowując dzisiejszy dzień- jak dla mnie mógłby przejść do historii. jeden z najlepszych dni, czego nie będę opisywać szczegółowo. z pewnością niezapomniany :) JA TO WSZYSTKO VERY VERY.
w skrócie wyszła jakaś notka, teraz muszę kończyć wszystko i chociaż na chwilę się położyć, bo nie chcę być nieprzytomna podczas jazdy. wybywam sobie odpocząć, podobno. :D prawdopodobnie wracam we wtorek. udanej reszty ferii życzę :)
jeśli byłyby jakieś pytanie zapraszam tutaj = formspring
 + jedno zdjęcie z dzisiejszej sesji możecie zobaczyć na formspringu. KLIK.




umiętne robienie zdjęć natalci ♥



same też umiemy sobie robić zdjęcia jak nam nie chcą zrobić XD najlepsza coca-cola, fiuuu

kinotekaaaaa.

aaaaah <3 


nasz ulubiony mc.
na koniec nasze ulubione, aghrrr


kilka zdjęć na pożegnanie.